Zadzwoń: +48 22 120 23 52

Rzeczy wielkie
dzieją się tutaj od dawna

Browary Warszawskie – na ich terenie
wydarzyło się więcej dobrego, niż w historii niejednego miasta

Szlachetna przedsiębiorczość króluje na Grzybowskiej

W 1919 r. Ryszard Schiele objął stanowisko dyrektora browaru Kijoka przy Żelaznej, przejętego przez firmę Haberbusch i Schiele. Potem zasiadał w radzie nadzorczej firmy.

„Ojciec był tytanem pracy. Był też bardzo zasadniczy i sprawiedliwy”

– wspominał jego syn Edward Schiele.

„Pamiętam, jak z nianią wybrałem się do miasta. Zaczęło lać. Cały byłem mokry. Na ulicy spotkaliśmy zaprzężony w perszerony ciężarowy wóz browaru. Niania zatrzymała go. Wskazała na mnie, mówiąc, że jestem synem dyrektora. Poprosiła, by woźnica zawrócił i zabrał nas do domu. Woźnica przeprasza: wóz po brzegi załadowany jest towarem. Przepisy nie pozwalają na przewóz osób. Zacina konie i odjeżdża. Wieczorem ojciec wraca z pracy. W domu oburzenie na postępek woźnicy. Następnego dnia ojciec wraca i mówi: Rozmawiałem z woźnicą. Przyznałem mu podwyżkę o 10 złotych i awans”.

Potomkowie założycieli utrzymali zasady szlachetnej przedsiębiorczości. Wciąż inwestowali w firmę, w reklamę, w technologię. Nie przejedli sukcesu. W rodzinie panował kult pracy, avrozwój browarów był dla niej dobrem najwyższym.